Krakowscy rugbiści zakończyli obóz w austriackim Ramingstein. - Nie spodziewaliśmy się, że będzie tak ciężko - przyznaje Kajetan Cyganik, zawodnik Juvenii i menedżer.
Rugbistom najbardziej dało się we znaki szusowanie po stokach oraz kilkugodzinne wyprawy w góry. Do tego dochodziły codzienne ćwiczenia z piłką. - Zawsze uważałem narty za przyjemność, ale w połączeniu z biegami to naprawdę duży wysiłek - podkreśla Cyganik.
Tym samym sprawdziły się słowa Andrzeja Kozaka, który już przed obozem zapowiedział rugbistom ostry wycisk. - Jeśli chcemy obronić pozycję lidera, a przede wszystkim awansować do play-off, to musimy harować. Ten wyjazd może smakować gorzko, bo będę katem - zapewniał szkoleniowiec.
Choć zawodnicy podkreślają, że sukces sportowy buduje atmosfera w drużynie, to w Ramingstein ostro rywalizowali. Szczególnie podczas dziesięciokilometrowych biegów spod pensjonatu do schroniska, które znajdowało się 2 tys. m n.p.m. - Każdy podkręcał tempo. Ostatni bieg był na czas, więc rywalizacja jeszcze wzrosła - przekonuje Cyganik.
O współzawodnictwie rugbiści nie zapominali nawet w trakcie wolnego. Wieczorami siadali przed laptopami, a z pokojów dobiegały odgłosy strzelaniny. - W tej grze komputerowej zwyciężał ten, kto wykończył najwięcej ludzi. Bracia Sokołowscy i Grzesiek Zawojski byli czołowymi zawodnikami - śmieje się Cyganik.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków